CELEBRITY
Ferrari bez ryku silnika. Papież zachwycony, fani wściekli
Papież Leon XIV usiadł w elektrycznym Ferrari wartym ponad pół miliona euro i dostał od firmy specjalną kierownicę. Ale wśród fanów marki zamiast zachwytu wybuchła burza. Internet grzmi o “zdradzie duszy Ferrari”. Akcje firmy poleciały w dół
To miał być historyczny moment dla włoskiej legendy motoryzacji. 26 maja w Castel Gandolfo pod Rzymem odsłonięto pierwsze w pełni elektryczne Ferrari. Auto przykryte czerwonym materiałem podjechało niemal pod samego papieża Leona XIV.
W ogrodach Castel Gandolfo wszystko wyglądało bardziej jak scena z filmu o milionerach i wielkiej technologicznej rewolucji niż zwyczajna prezentacja supersamochodu. Białe Ferrari Luce wtoczyło sie niemal bezszelestnie. Nie było ryku silnika V12 ani charakterystycznego pomruku wydechu. Był za to elektryczny samochód wart ponad 2 mln zł.
Według relacji osób obecnych na miejscu papież z dużym zaciekawieniem oglądał pojazd i dopytywał o jego możliwości. W pewnym momencie, wyraźnie zaskoczony, zapytał jakby chciał się upewnić:
— To pierwsze Ferrari z czterema drzwiami?
Szef koncernu Benedetto Vigna pokiwał głową, po czym uniósł rękę i pokazał pięć palców, tłumacząc, że nowy model oferuje też aż pięć miejsc siedzących.
Ferrari bez duszy?
Nowy model Luce podzielił fanów włoskiej marki niemal natychmiast po prezentacji. Dla jednych to “rewolucja” i “mistrzowska lekcja designu”. Dla innych symbol końca prawdziwego Ferrari.
W mediach społecznościowych pojawiły się komentarze, że samochód wygląda jak “limuzyna dla bogaczy z przyszłości”. Inni byli znacznie bardziej złośliwi i pisali, że nowe Ferrari nadaje się “prosto na złomowisko”.
Największe emocje budzi jednak coś innego. Ferrari przez dziesięciolecia budowało swoją legendę na ryku potężnych silników spalinowych. Dla wielu fanów przejście na pełną elektrykę brzmi dziś niemal jak religijna herezja. Jak zdrada duszy…
Giełda nacisnęła hamulec
Wystarczyło kilka godzin po premierze, by nerwy pojawiły się także na giełdzie. Akcje Ferrari spadły we wtorek o 8 proc. w Mediolanie i o 5 proc. w Nowym Jorku. W praktyce oznaczało to błyskawiczne stopnienie wartości rynkowej włoskiego giganta o około 13,5 miliarda euro.
Eksperci zwracają uwagę, że luksusowa branża motoryzacyjna znalazła się w trudnym momencie. Coraz więcej producentów ogranicza plany związane z autami elektrycznymi, bo popyt na EV wyraźnie słabnie. Dodatkowo zmiany regulacyjne w USA i wycofywanie części dopłat do elektryków sprawiają, że rynek zaczyna hamować. A Ferrari właśnie postawiło wszystko na najbardziej ryzykowny projekt w swojej historii.
Papież dostał wyjątkowy prezent
Po prezentacji Leon XIV usiadł w nowym Ferrari i otrzymał od przedstawicieli marki specjalną kierownicę jako symboliczny prezent. Zdjęcia papieża obok futurystycznego auta momentalnie obiegły światowe media.
Tyle że obok zachwytu pojawiło się też pytanie, którego Ferrari pewnie nie chciało dziś słyszeć: czy elektryczne Ferrari nadal jest prawdziwym Ferrari?