CELEBRITY
Polak jest wykładowcą na uczelni w USA. Ocenił sprawę Ziobry
Sprawa wyjazdu Zbigniewa Ziobry do USA wywołała polityczną burzę i pytania o możliwość ekstradycji polityka PiS. Dr Dominik Stecuła, politolog wykładający na uniwersytecie stanu Ohio, ocenił w rozmowie z “Faktem”, że pobyt w Stanach jest elementem taktyki opóźniającej postępowanie. — Uważam, że to przede wszystkim gra na czas. Procedura ekstradycyjna, nawet przy sprawnym działaniu obu stron, może trwać miesiącami — mówi ekspert.
Zbigniew Ziobro poinformował 10 maja, że przebywa w Stanach Zjednoczonych. Oświadczył, że nie uciekł z Polski i posługuje się dokumentem przyznanym mu wraz z prawem do azylu. Szef Ministerstwa Sprawiedliwości Waldemar Żurek zadeklarował z kolei, że w poniedziałek wystąpi o ekstradycję polityka PiS.
Do sprawy Zbigniewa Ziobry odniósł się w “Fakcie” dr Dominik Stecuła, który na co dzień wykłada nauki polityczne na stanowym uniwersytecie w Ohio. Uczony przypomina na wstępie, że “Polska i Stany Zjednoczone od 1999 r. związane są traktatem ekstradycyjnym, podpisanym 10 lipca 1996 r. w Waszyngtonie”.
Traktat ten w Artykule 1 jednoznacznie zobowiązuje obie strony do wzajemnego wydawania osób ściganych. Artykuł 5 przewiduje co prawda wyjątek dla przestępstw o charakterze politycznym — i tu teoretycznie Ziobro mógłby szukać furtki. Ale jest kilka poważnych problemów z tą strategią
— stwierdza Stecuła.
Ekspert zwraca uwagę, że “po pierwsze, azyl polityczny w USA wymaga udowodnienia prześladowania — lub uzasadnionej obawy przed prześladowaniem — ze względu na poglądy polityczne, rasę, religię, narodowość lub przynależność do określonej grupy społecznej”.
Ziobrze postawiono 26 zarzutów karnych związanych z Funduszem Sprawiedliwości, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i nadużywanie stanowiska ministerialnego. To są zarzuty kryminalne, nie polityczne prześladowania. Bycie oskarżonym o przestępstwa to nie to samo, co bycie prześladowanym za poglądy. Każdy amerykański sąd rozróżnia te dwie rzeczy
słyszymy.
Dalej Stecuła wskazuje, że nie zna przypadku, w którym Stany Zjednoczone “udzieliły azylu politycznego politykowi z demokratycznego kraju sojuszniczego NATO i Unii Europejskiej”.
Azyl polityczny przyznawany jest osobom z krajów autorytarnych — z Chin, Iranu, Wenezueli, Rosji — gdzie niezależne sądownictwo nie istnieje. Polska jest funkcjonującą demokracją z niezależnymi sądami, członkiem UE i NATO. Przyznanie azylu Ziobrze byłoby de facto stwierdzeniem przez administrację amerykańską, że polski wymiar sprawiedliwości jest narzędziem politycznych prześladowań — a to byłby akt wrogości wobec sojusznika — ocenia uczony.
Politolog zauważa również, że “nawet gdyby Ziobro złożył wniosek o azyl, sam traktat ekstradycyjny w Artykule 5 ustęp 3 daje Sekretarzowi Stanu prawo do odmowy ekstradycji, jeśli uzna wniosek za politycznie motywowany — ale to działa w obie strony”.
Ta sama administracja musiałaby jednocześnie twierdzić, że Polska prześladuje Ziobrę politycznie, i jednocześnie utrzymywać normalne stosunki sojusznicze z Warszawą. To jest politycznie raczej nierealne i co najmniej dziwne — ocenia Stecuła.
Ekspert dodaje, że jego zdaniem “wyjazd Ziobry do USA to przede wszystkim gra na czas”.
— Procedura ekstradycyjna, nawet przy sprawnym działaniu obu stron, może trwać miesiącami, a nawet latami. Sam wniosek musi przejść drogę dyplomatyczną, potem trafia do sądu federalnego, gdzie Ziobro może kwestionować każdy aspekt procedury. To daje mu czas — na co dokładnie, trudno powiedzieć, ale na pewno nie na trwałą ochronę ze strony amerykańskich władz — słyszymy.
Scenariusz, w którym administracja Trumpa udziela azylu politycznego byłemu ministrowi sprawiedliwości z demokratycznego kraju NATO, oskarżonemu o przestępstwa kryminalne, jest mało prawdopodobny. Byłaby to sytuacja bez precedensu i poważny cios w relacje polsko-amerykańskie. Ziobro kupuje sobie czas — nie ochronę — podsumowuje ekspert.
Ziobro w USA. Kwaśniewski: rząd musi być przygotowany na niezłe wydatki
Głośny wpis Wałęsy w sieci. Internauci pytają, czy to żart
Referendum o unijnej polityce klimatycznej. Ekspert studzi emocje