CELEBRITY
Było mu podwójnie ciężko! 👇
Zakopanego do Gdańska, by nagłośnić zbiórkę dla 8-letniego Maksa Trockiego chorego na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Już na początku wyprawy musiał zmierzyć się z nieoczekiwanym problemem technicznym. Temat wrócił jednak jeszcze na końcówce trasy, gdy ponownie okazało się, że kwestia roweru i jego obsługi miała większe znaczenie, niż mogło się wydawać na starcie.
Pierwsze problemy techniczne na trasie Łatwoganga
Piotr „Łatwogang” Hancke wrócił do działalności charytatywnej niedługo po swojej głośnej, dziewięciodniowej transmisji na YouTubie, podczas której udało mu się zebrać ponad 280 mln zł na leczenie dzieci wspieranych przez Fundację Cancer Fighters. Tym razem skala przedsięwzięcia jest inna, ale cel pozostaje równie poważny – pomoc 8-letniemu Maksowi Trockiemu, choremu na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Nowa akcja rozpoczęła się w 22 maja, gdy influencer wyruszył rowerem z Zakopanego w kierunku Gdańska, jednocześnie uruchamiając transmisję na żywo.
Już na początku trasy, po około godzinie jazdy, pojawił się jednak nieoczekiwany problem techniczny. Łatwogang zauważył, że rower zaczyna wydawać niepokojące dźwięki. W trakcie relacji na żywo zwrócił się bezpośrednio do widzów, próbując zdiagnozować sytuację:
Ej, dajcie znać, co znaczy, jak rower tak dziwnie klekocze, jak się pedałuje… Przerzutka? Zmieniam na wszystkie rodzaje, ale to nic nie daje i dalej klekocze. Coś mi twardo chodzą przerzutki…
Problemy z rowerem szybko zaczęły wpływać na tempo i płynność jazdy.
W pewnym momencie Łatwogang zdecydował się zatrzymać i poszukać pomocy wśród przechodniów. Zapytał napotkane osoby, czy ktoś orientuje się w kwestii działania przerzutek rowerowych. Jeden z mężczyzn postanowił przyjrzeć się problemowi i szybko wskazał możliwe źródło usterki, diagnozując sytuację wprost:
Masz na pewno złe przełożenie. (…) Jest źle założone. (…) Masz w ogóle tę przerzutkę niewyregulowaną!
Po krótkiej interwencji i sprawdzeniu ustawień roweru udało się usunąć problem na tyle, aby możliwe było kontynuowanie jazdy. Ta szybka pomoc przechodnia pozwoliła Łatwogangowi wrócić na trasę i kontynuować charytatywną podróż w kierunku Gdańska.
Problemy z przerzutkami Łatwoganga
Kwestia przerzutek, która na początku wydawała się jedynie drobną usterką z czasem zaczęła nabierać zupełnie innego znaczenia. Już po pokonaniu znacznego dystansu, Łatwogang zaczął lepiej orientować się w działaniu mechanizmu zmiany przełożeń. Dopiero po około 570 kilometrach przejechanych w ramach wyprawy nastąpił moment, w którym sposób korzystania z przerzutek stał się dla niego bardziej intuicyjny.
W praktyce oznaczało to większą płynność jazdy oraz bardziej świadome operowanie sprzętem w zależności od terenu. Co istotne, do końca wyprawy pozostawało mu już tylko około 117 kilometrów. To sprawia, że moment „zrozumienia roweru” przyszedł bardzo późno, niemal na finiszu wielodniowej trasy.
Właśnie dlatego późniejsza refleksja Łatwoganga nabiera wyraźnie autoironicznego tonu. Komentując własne doświadczenia, powiedział:
Ile ja bym przejechał jakbym wiedział jak się rower używa.
Ile kilometrów przejechał Łatwogang i ile zebrał pieniędzy?
Trasa z Zakopanego do Gdańska liczyła niespełna 700 kilometrów, w zależności od wariantu przejazdu i objazdów na trasie. Już w trakcie wyprawy. Jazda odbywała się w trybie ciągłej transmisji, choć zdarzały się przerwy w przekazie ze względu na problemy techniczne lub słaby zasięg.
W trakcie przejazdu udało się zebrać 12 milionów złotych na leczenie Maksa Trockiego, co było głównym celem tej części zbiórki. Warto przy tym zaznaczyć, że łączna kwota zebrana w ramach całej aktywności Łatwoganga przekroczyła 19,8 miliona złotych. Nadwyżka ze zbiórki dla Maksa została przeznaczona na inne dzieci potrzebujące pilnego leczenia.
Czas trwania całej akcji był rozłożony na kilka dni nieprzerwanej aktywności.
Finał trasy w Gdańsku zgromadził tłumy fanów, którzy przywitali Łatwoganga. Sam przejazd zakończył się symbolicznym domknięciem wielodniowej podróży, ale jednocześnie nie zakończył całkowicie zbiórek.