CELEBRITY
TAAAAAAAK 😍 Maja Chwalińska w ćwierćfinale ‼🥳
Gdyby zapytać stu kibiców tenisa, która z Polek najdłużej pozostanie w grze na Stade Roland Garros, zapewne ponad 90 wskazałoby Igę Świątek, a jakieś pojedyncze głosy być może rozłożyłyby się na Magdę Linette i Magdalenę Fręch? Maja Chwalińska? No cóż, zaczynała ten turniej od kwalifikacji, nigdy nie zagrała w głównej fazie French Open. Tymczasem to ona, jako ostatnia z Polek, stanęła przed szansą awansu do 1/4 finału. Rywalką zaś na Court Philippe Chatrier była Diane Parry – też debiutantka na tym etapie. Sensacyjną ćwierćfinalistkę poznaliśmy po dwóch setach.
Gdyby w Roland Garros nie było niespodzianek, dziś o ćwierćfinał powinny grać Amanda Anisimova i Linda Noskova. Dwie zawodniczki, które na drugą stronę siatki posyłają potężne uderzenia, co pokazały w zeszłorocznym finale WTA 1000 w Pekinie. W tej sekcji drabinki do sensacji jednak doszło.
Jedną z nich sprawiła Diane Parry – 23-latka rodem z Nicei, ale mieszkająca już od lat w Paryżu, wielka kibicka piłkarskiego PSG. To ona zastopowała Anisimovą, która w Paryżu wracała po dłuższej przerwie. A jeszcze więcej przyjemnych momentów dawała kibicom Maja Chwalińska. Tenisowy świat pokochał 24-latkę z Bielska-Białej, urodzoną w Miechowie, a wychowaną w Dąbrowie Górniczej. Bo ona, mimo że nie dysponuje wielką siłą w ręce, to ma cudowną technikę i styl gry, który mogliśmy oglądać przez… dwa ostatnie tygodnie.
Maja Chwalińska wygrała bowiem w Paryżu już sześć spotkań – trzy w kwalifikacjach, trzy w turnieju głównym. Debiutowała w nim. A Parry? Ona już jako młoda zawodniczka moghła liczyć na dzikie karty, w eliminacjach debiutowała w 2018 roku, w turnieju głównym – rok później. Wtedy, gdy pierwsze kroki w profesjonalnej rywalizacji na Stade Roland Garros stawiała Iga Świątek. Nigdy nie przeszła trzeciej rundy, ale były chwile, gdy mówił o niej cały świat. Jak choćby cztery lata temu, gdy w pierwszej rundzie pokonała broniącą tytułu Barborę Krejcikovą.
Dziś w grę wchodziły jednak inne sprawy: wielotysięczna publiczność, największy stadion w Paryżu, ogromna stawka, dla obu największe w karierze. Chwalińskiej było o tyle łatwo, że dwa mecze w tym roku zagrała już na Court Suzanne Lenglen, a jeden – na Court Simonne Mathieu. Na tym pierwszym – właśnie z Francuzkami. I oba pewnie wygrała.
Roland Garros 2026. Maja Chwalińska kontra Diane Parry. Stawką ćwierćfinał turnieju
Polka znów od początku “czarowała” swoimi magicznymi forhendami. Niby niezbyt mocnymi, ale jednak tak kierowanymi, by piłka po odbiciu o mączki sprawiała dodatkową trudność rywalce. I pewnie wygrywała swoje gemy. A Francuzka starała się nadrabiać siłą, potężnym jednoręcznym bekhendem, mocnymi serwisami. U niej średnia prędkość pierwszego podania była o 20 km/godz. większa.
W szóstym gemie Polka wywalczyła pierwszą szansę na przełamanie serwisu Parry. Jeszcze tę sytuację młodsza z tenisistek rozwiązała na swoich zasadach, za chwilę miała nawet dwie okazje na wyrównanie na 3:3. A wykorzystała trzecią. Polka korzystała ze swoich firmowych rotacji, trenerzy zachęcali Diane, by wchodziła głębiej w kort i nie czekała na to, aż piłka nabierze rotacji.
Tyle że łatwo jest coś powiedzieć, trudniej zaś zrealizować. A Polka “kąsała” takimi zagraniami, była aktywna. Owszem, na returnie miała większe problemy, ale to wciąż były bardzo zacięte gemy.
Mimo że Parry dostała w ósmym gemie nowe piłki, to pojawił się drugi break point. Te świetne forhendy leworęcznej Polki, gdy piłka skręcała w locie, prowokowały jej rywalkę do ataku. A Diane często się myliła.
Blisko była też pomyłki w tej konkretnej sytuacji, ale zmieściła piłkę przed linią. Aż pomyliła się w drugiej sytuacji. Faworytka miejscowych kibiców była zdenerwowana, poirytowana. To ją bardziej spinał mecz przy wielotysięcznej publiczności na ogromnym tenisowym stadionie.
Chwalińska odskoczyła na 5:3, za chwilę serwowała po seta. I nie zawiodła. Nie było break pointa we wcześniejszym gemach Polki, nie było i w tym. 47 minut i 24 sekundy – tyle minęło, gdy return zawodniczki z Paryża wylądował za końcową linią. To był trzynasty set wygrany przez Polkę na tych obiektach.
Druga partia też mogła szybko toczyć się po myśli Polki, miała szansę na 2:1 przy serwisie Parry. Czarowała pięknymi skrótami, topspinami, slajsami i lobami, irytowała rywalkę, której mowa ciała pokazywała duże zagubienie. Diane wyszła jednak z opresji. A w kolejnym gemie sama miała szanse na przełamanie Polki. I Maja, znów w bajkowym stylu się wybronił. By za po kilku kolejnych minutach bardzo dyskretnie cieszyć się z breaka – po kapitalnym minięciu, a wcześniej sprowokowaniu Parry do ataku i zejścia do siatki.
Od tego momentu wszystko toczyło się już szybko. Zawodniczka z Francji stawiała na siłę, myliła się. A Maja odskoczyła na 5:2, a później dorzuciła kolejnego gema. Skończyło się na 6:3, 6:2.
I to Polka zagra w środę z Anną Kalinską o półfinał. Już w rankingu WTA “na żywo” jest na 48. miejscu, wyprzedziła Magdę Linette. A to wcale nie musi być koniec tej pięknej historii.